blog

blog

niedziela, 15 września 2013

10.

Reszta dnia minęła całkiem spokojnie, rozmawialiśmy, śmieliśmy się. Minato zachowywał się na początku trochę dziwnie, ale potem był sobą. Zrobiliśmy razem kolację i szybko zjedliśmy. Wzięłam gorący prysznic i żegnając się z Minato poszłam do swojego pokoju. Nie mogłam spać, cały czas kręciłam się po łóżku. W końcu wstałam i podeszłam do okna. Padał deszcz i była niezła burza. Idealna pogoda na trening. Uchyliłam okno i z deszczu stworzyłam swojego klona, który od razu położył się do łóżka. Przebrałam się i wyskoczyłam na ulicę. W mgnieniu oka schowałam się w pierwszym lepszym cieniu.  Przebiegłam cichutko przez całe miasto wtapiając się w tło. Moje kroki idealnie wpasowały się w rytm kropli deszczu. Ominęłam budkę straży i wymknęłam się poza wioskę. Zaczęłam swój trening od porządnej rozgrzewki i biegu. Kilka razy okrążyłam całe pole. Dzięki pogodzie mogłam poćwiczyć nad wodnymi technikami. Od jakieś pół roku ćwiczyłam również nad żywiołem powietrza. Wiatr nie jest moją mocną stroną, ale pracuję nad tym. Znam kilka technik, które muszę dopracować i dzięki tej ulewie mogę je spokojnie wypróbować, by połączyć wodę z wiatrem, a wtedy nauczyć się panowania nad lodem. To może być całkiem ciekawe doświadczenie.
  Spędziłam tam kilka dobrych godzin. Z powodu bliskiego świtu ruszyłam w kierunku domu. Bez problemu dostałam się do swojego pokoju, zniszczyłam klona i zerknęłam w lustro. Wyglądałam okropnie. Cała umazana byłam błotem, woda ściekała ze mnie litrami, ciuchy gdzie nie gdzie były podarte. Zrzuciłam z siebie wszystko i wcisnęłam głęboko pod łóżko. Wzięłam czyste ubrania i weszłam do łazienki. Przemyłam twarz i rozczesałam włosy, wytarłam się do cucha po kolei nakładając na siebie ciuchy. Splotłam warkocza i poszłam spać. Była 4 nad ranem,  deszcz nie przestawał padać dzięki czemu nadal było ciemno. Zasnęłam bez żadnego problemu.

Minato:

Obudziłem się o 9 rano. Na zewnątrz było strasznie ciemno i padał deszcz. W mieszkaniu było cichutko. Kushina chyba nadal spała, zresztą się nie dziwię, pogoda dzisiaj niezbyt dopisuje. Zajrzałem do jej pokoju. Spała szczelnie owinięta kołdrą.  Nie miałem serca, by ja obudzić, dlatego po cichutku zamknąłem drzwi. Tak na marginesie  to nie miałem nic do roboty. Powoli się przebrałem, zrobiłem herbatę i z książka w ręku usiadłem na kanapie. Szybko mi się to znudziło.  Kiedy już straciłem wszelką nadzieję na coś ciekawego usłyszałem krzyk Kushiny. Od razu zerwałem się z kanapy i wpadłem do jej pokoju. Mogłem się od razu domyśleć, że to jego sprawka. Jiraya siedział na komodzie, na przeciwko łóżka, z głupkowatym uśmieszkiem, zeszytem i długopisem w ręce. Kushina siedziała na poduszkach i z szokiem wpatrywała się w mojego mistrza.
- Szybka reakcja - uśmiechnął się na co ona wściekła rzuciła w niego poduszką.
- Wynoś się z mojego pokoju - krzyknęła.
- Już, już. Mam tylko pytanko - podszedł i nachylił się nad nią. - Jaki nosisz rozmiar stanika?
"PLASK" i Jiraya oberwał prościutko w policzek.  To było do przewidzenia.
- Jiraya-sensei - zacząłem. - Mógłbyś się od niej odczepić?
Spojrzał na mnie z ukosa, a potem dziwnie się uśmiechnął, co mi się na spodobało.
- A co? Zazdrosny?! - zapytał i objął dziewczynę, która spojrzała na niego spod byka.
- Tak - odparłem poważnie.
Teraz obydwoje zawiesili na mnie wzrok.
- Skoro tak twierdzisz - powiedział i odsunął się od Kushiny. Podszedł do mnie, a kiedy chciał opuścić pokój odwrócił sie nagle. - Pokarzesz mi swoje majtki?
- Wychodzimy - powiedziałem wypychając go na korytarz. Zerknąłem na Kushina. Siedziała cała czerwona.
- Chcesz to się jeszcze prześpij. Mogę cię później obudzić - powiedziałem.
Pokręciła przecząco głową patrząc na zegarek. Uśmiechnąłem się i wyszedłem. Ona.... Uderzyła Jirayę.  Uderzyła go,  wściekała się. Była sobą. To już coś.
Siedział w kuchni z naburmuszoną miną. Jego policzek był cały czerwony.
- Boliii ....  - mruknął.
Zaśmiałem się i podałem mu lód. Westchnął z ulgą i oparł się na łokciu, przyciskając woreczek do policzka.
- Sam tego chciałeś  - odpowiedziałem. Wstawiłem wodę na herbatę i zacząłem grzebać w lodówce szukając czegoś na śniadanie.
- Nie sądziłem, że tak mi przywali. Wogóle nie sądziłem, że mi przywali. To był niezły szok.
- Jakoś nie dałeś tego po sobie poznać.
- Bo mnie to dopiero później zaczęło boleć. Tak jakby miało zwolniony zapłon.
- ty sam masz zwolniony zapłon - westchnąłem.
- Jesteś okrutny - zachlipał.
- Widziałeś to, co nie? - zapytał.
- Tak, widziałem.
- Ona.... Ta dziewczyna jest inna.
- Wyjątkowa. W końcu będzie moja żoną, nie? Czegoś ty się spodziewał.
Spojrzałem na sufit i zmarszczyłem brwi. Coś jest nie tak. Rzuciłem wszystko co miałem w rękach i pobiegłem do jej pokoju.

Kushina:

Kiedy wyszli przeczesałam włosy dłonią i głośno westchnęłam.  Uderzyłam Jiraye.  O kurde. Nie jest zbyt dobrze. Zapomniałam się powstrzymać. Wstałam  i podeszłam do okna. Pogoda nadal była beznadziejna. Zaczęłam grzebać w szafie, szukając jakichś ubrań. Zrzuciłam z siebie piżamę i będąc w bieliźnie, założyłam spodnie. Kiedy sięgnęłam po koszulę ktoś zasłonił mi usta ręka.  To nie był Minato, ani nawet Jiraya. Odsunął mnie od szafy i przystawił sztylet do gardła.
- Jeden ruch czy nawet dźwięk, a nie żyjesz. Rozumiesz?  - jego głos był ciężki, bezdźwięczny, nieprzyjemny.
Skinęłam lekko głową. Co robić, co robić. Zdjął rękę z moich ust i objął mnie nią w pasie. Zaczął mnie ciągnąć w stronę okna. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich Minato. Patrzał wściekle na mężczyznę stojącego za mną. Pierwszy raz widziałam w jego oczach taki gniew.  Zjechał wzrokiem na moja szyją, gdzie mężczyzna trzymał sztylet, a potem na mój pas gdzie tamten trzymał rękę. Zmrużył oczy i przekrzywił głowę.  Wyglądał tak, jakby nie podobało mu sie to co widzi. Mężczyzna mocniej mnie do siebie przycisnął. Chyba nie planował spotkania z Minato. Poczułam ulgę. On przyszedł mnie uratować. Uśmiechnęłam się szeroko. Odpowiedział uśmiechem.
- Nie martw sie - powiedział.
 - Wielki Żółty Błysk Konohy. Zjawiłeś się, żeby uratować swoją dziewczynę. Jaka szkoda. Raczej już jej nie zobaczysz.
Zaśmiał się i wypowiedział coś niezrozumiałego. Zaczęliśmy znikać, ale zanim mu się to do końca udało, znikąd pojawił sie Minato i złapał mnie za rękę. Kiedy technika została przerwana, mężczyzna chciał poderznąć mi gardło. Minato drugą dłonią złapał za ostrze sztyletu. Na swoim dekoldzie poczułam ciepłą ciecz. Przerażona spojrzałam na Minato. Uśmiechnął się uspokajająco, a potem wygiął rękę mężczyzny. Tamten krzyknął i mnie puścił. W mgnieniu oka uciekł przez okno.
- Jiraya go dorwie - powiedział Mianto. - Czekał na zewnątrz. Wszystko w porządku?
- Twoja ręka - szepnęłam.
- A, to? To nic takiego...
Wybiegłam z pokoju nie dając mu dokończyć. Wróciłam z apteczką i ręcznikiem. Kazałam mu usiąść na łóżku, sadowiąc się obok. Wytarłam rękę ręcznikiem, zdezynfekowałam rana a następnie zabandażowałam. Rozcięcie na szczęście nie było głębokie.  Minato złapał za ręcznik i przyłożył go do mojego dekoldu. Zaczerwieniłam się i od razu chciałam się odsunąć, ale złapał mnie zabandażowaną ręką za nadgarstek. Spuściłam wzrok, próbując nie myśleć o tym, że jego ręka właśnie wyciera krew z moich piersi.
- Wszystko w porządku? - zapytałam kiedy skończył.
- Nie narzekam - przejechał po mnie wzrokiem.
Zerknęłam w dół. Tak, siedziałam obok niego w samym staniku. Chciałam zakryć się kołdrą, albo czym kolwiek, ale zrezygnowałam.
- Hmm... Nie zamierzasz niczego z tym robić?  -zapytał Minato.
- I tak już dobre 5 minut mnie tak widzisz. A zresztą mam być twoją żoną, co nie? Co w tym złego?
Zaśmiał się głośno.
- Więc juz przygotowujesz się do tego etapu?
- Etapu?
Zaśmiał się jeszcze głośniej. Przybliżył się i delikatnie nachylił.
- Może być. Czemu nie .
- Nie mam bladego pojęcia o co i chodzi.
- Jakaś ty skromna - powiedział chytrze.
Nachylił się jeszcze bardziej, tak, że teraz nasze nosy się stykały.
- Skromna? Niby z której strony? - zapytałam. - Tak wogóle, to co to za etap? O co ci chodzi?
- Zademonstruje - powiedział spokojnie.
I wtedy pierwszy raz mnie pocałował.

~*~

Yo. Normalnie jestę geniusę. Napisałam tą notkę dzisiaj. Mam dość podły nastrój i niezbyt wiem jakie dokładnie uczucia w to włożyłam, dlatego przepraszam. Jeszcze do tego szkoła, bierzmowanie, egzaminy. Mam już dość na samym początku. No cóż, bywa.

Zakochana;*/Yuu...

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

9.

- Kochasz go, mam racje?
Spuściłam wzrok i nic nie odpowiedziałam.
- Uznaje to za tak - powiedział Minato, który usiadł koło mnie.
"Co"?!!!! Tylko o tym zdołałam pomyśleć, kiedy go zobaczyłam.
Siedział jakby nigdy nic z wielkim uśmiechem i wpatrywał się we mnie z blaskiem w oczach.  Nie wiedziałam co mam zrobić. Kiedy on sie tu znalazł? Dlaczego?
- Nic nie odpowiedziałam - mruknęłam.
- Ale też nie zaprzeczyłaś - uśmiechnął się szerzej o ile to  było możliwe.
Sensowna odpowiedź, sensowna odpowiedź.
- Bo nie zdążyłam - palnęłam.
Spojrzał na mnie juz poważnie. Pech, od razu się zarumieniłam, a on na nowo się uśmiechnął.
- Hai, hai - mruknął i przytulił mnie do siebie. - Jesteś urocza kiedy sie rumienisz - szepnął mi do ucha.
Usłyszałam śmiech Mikoto.
- Idealnie do siebie pasujecie - powiedziała.
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona tylko się uśmiechnęła.
- Czyli mnie nie kochasz  -odparł Minato robiąc przy tym smutną minę.
- Co? Nie, znaczy tak, eto... to jest, znaczy się...- zaczęłam się jąkać.
- Znaczy co?- spojrzał na mnie z nadzieją.
- Znaczy... - wymruczałam.- Umm...
- Minato nie męcz jej tak- warknęła Mikoto.
- A co ja robie?- zapytał.
- Wszystko - odparła przyjaciółka.
- Więc, coś się stało? - zapytałam.
- Idę do Hokage, nie wiem kiedy wrócę - zerknął na mnie.- Tylko to chciałem powiedzieć.
Wstał od stołu, ale zatrzymał się.
- Kochasz mnie, nie? - zapytał.
- Minato! - krzyknęła Mikoto.
Siedziałam zmieszana ze spuszczonym wzrokiem. Mój przyszły "mąż" wybiegł z restauracji głośno się przy tym śmiejąc.
- Więc - zaczęła Mikoto.
- Nie wiem. - odparłam szczerze.  -Nie wiem co czuję.
- Hmm...Mimo wszystko musi ci być ciężko. Może i Minato jest miły i tolerancyjny, ale narzucili wam małżeństwo. Nie tak łatwo jest się do tego przyzwyczaić, nie?
- Umm... Chciałabym mieć na to więcej czasu.  Mam siedemnaście lat, nadal jestem dzieckiem.
- Wiem - mruknęła smutna Mikoto.- Chodźmy gdzieś.
Koniec końców wylądowałyśmy w moim nowym domu. Siedziałyśmy na kanapie i popijałyśmy herbatkę.
- Opowiedz mi o swojej wiosce.
- Od czego by tu zacząć...
Streściłam jej całą swoją historię. Opowiedziałam nawet o tym jak chciałam sie zabić i jak uratował mnie Minato.  Oczywiście nic nie wspomniałam o potajemnych treningach.
- Przykro mi z powodu twoich przyjaciół.- szepnęła Mikoto.
- Dzięki.
Rozmawiałyśmy jeszcze długo, aż w końcu w domu zawitał Minato. Mikoto od razu się zerwała i pociągnęła go do kuchni, zostawiając mnie samą w salonie.


Minato:
Mikoto złapała mnie za rękaw i wyciągnę do kuchni.
- Stało się coś? - zapytałem
- Wiem, że nie powinnam się do tego mieszać, ale pytałeś mnie kiedyś o moje zdanie, a ja ci wtedy nie odpowiedziałam.
- No pamiętam.
- To powiem tylko tyle, nie naciskaj tak na nią.
- Wiem. Sam nie mogę oswoić się z myślą, że mam mieć żonę.
- Tak i rozumiem, ale Kushina to jeszcze dziecko, i to jej rodzice stwierdzili, że ma wyjść za maż, bez jej zdania.  Nie miała wpływu na tą decyzję. Ludzie decydują jej życiem tylko dlatego, że jest córką Kage wioski.
- Nie przejmuj się  tym, nie zamierzam zaciągnąć jej siłą do łóżka.
- Zaraz, zaraz. Coś mi tu nie pasuje. Ty sam się zgodziłeś na to, żebyś był mężem Kushiny.
- Nie musiałem sie zgadzać - odparłem.- To ja powiedziałem, że zostanę jej mężem. ( tak wiem na początku pisałam, że Minato był temu przeciwny, ale jakoś tak zmieniłam co do tego zdanie, od Aut.)
- Ty, ty wiedziałeś, ze to będzie Kushina.
- Bingo - zaśmiałem się. - Polubiłem ją.
- Wow. To się rzadko zdarza, zwłaszcza w twoim wypadku.
- Zdaje sobie świetnie sprawę, że jest jej ciężko, dlatego poczekam. Zresztą, jeszcze nigdy nikogo nie kochałem, więc sam nie jestem pewien swoich uczuć.
- Dlatego wypytywałeś Kushinę, czy cię kocha.
- Tak.
- Powiesz jej? - zapytała. - O tym, że nie wiesz czym jest miłość?
- Masz na myśli moją przeszłość?
- Ta.
- Jeszcze nie, ale jeśli zapyta, to nie wiem.
Wróciliśmy do salonu. Kushina spojrzała na nas zdziwiona.
- Przepraszam - odparła Mikoto.- Musiałam mu coś koniecznie powiedzieć.
Pokiwała głową.
- Więc, co dzisiaj robiłyście?- zapytałem, siadając obok czerwonowłosej.
- Zakupy i zakupy - odparła.
- Kupiłyście coś ciekawego?
- Nom, trochę tego jest.
Rozmawialiśmy jeszcze chwile, ale Mikoto musiała już z wracać.  Kushina zabrała zakupy i poszła do pokoju. Niedługo potem stała w kolorowym fartuszku mieszając coś w garnku.
- Pomóc ci w czymś? - zapytałem.
Zesztywniała. Chyba nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności.
- Nie, nie trzeba - odparła uprzejmie.
- Daj spokój, i tak się nudzę  -mruknąłem.
Skończyłem robiąc sałatkę. Kushina jest strasznie spięta w moim towarzystwie i  często się rumieni, zwłaszcza gdy jestem blisko niej albo powiem jej jakiś komplement. Wyglądała wtedy uroczo.  W ogóle coś mnie do niej ciągnęło. Jest tu kilka dni, a mam ochotę spędzać cały dzień w jej towarzystwie.  Jej osoba zajmuje całe moje myśli, każdy jej ruch jest dla mnie czymś wspaniałym, jej uroda jest nietypowa, charakter zresztą też. Dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że jest taka sama jak dwa lata temu, tylko rodzice zabronili jej być sobą.  Ukrywa się pod maską grzecznej, posłusznej dziewczynki. Zamierzam zerwać jej tą maskę. Tylko jeszcze nie wiem jak.
W ciszy zjedliśmy obiad. Kiedy Kushina wzięła się za zmywanie siedziałem i wpatrywałem się w jej plecy. Proste. Trochę jakby dumne.  Za bardzo się zamyśliłem, bo zdziwił mnie widok jej zmartwionej twarzy będącej na przeciw mojej.
- Wszystko w porządku? - zapytała.
- Tak - mruknąłem uśmiechając się.
I wtedy to zobaczyłem. Jej piękny, szeroki i szczery uśmiech.

~*~

No, to jest coś. Dwie notki tego samego dnia. Chyba coś ze mną jest nie tak. Hm, koniec wakacji, to chyba dlatego ;P

Yuu... / Zakochan;*

wtorek, 16 lipca 2013

8.

Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Czułam się jakbym płynęła lub leciała. Kiedy delikatnie otworzyłam oczy ujrzałam Minato, który niósł mnie na rękach. Położył mnie delikatnie w moim pokoju na łóżku. Przykrył mnie kołdrą, odgarnął włosy z twarzy i pocałował delikatnie w czoło.
-  Dobranoc, mój aniołku - szepnął.
Uśmiechnęłam się tylko i zasnęłam ponownie. Nie sądziłam tylko, że zobaczę coś takiego.
Na początku było ciemno. Kiedy moje oczy się do tego przyzwyczaiły, zobaczyłam na podłodze dziwne kształty. Na stopach czułam jakąś lepką maź. Cofnęłam się kilka kroków i potknęłam się o coś. Poleciałam do tyłu,  z impetem uderzyłam o podłogę. Teraz cała byłam w tej cieczy. I wtedy zapaliło się światło. Dziwne kształty to tak naprawdę ciała mojej rodziny. Lepka maź była krwią. Leżałam na podłodze zalanej czerwoną posoką. Najgorsze było to, co stało na przeciw mnie. Ręce ubrudzone krwią, nóż w prawej dłoni, szaleńczy uśmiech, furia w oczach. Tak. To byłam ja.
Krzyczałam. Głośno. Bałam się . Nie wiem dlaczego. Przestałam dopiero kiedy poczułam, że ktoś mnie do siebie przytula. Minato. Siedział na brzegu łózka i przytulał mnie do swojego nagiego torsu.  Płakałam, nie mogłam złapać oddechu. Głaskał mnie delikatnie po głowie.
- Cii - szepnął. - To tylko sen. Wszystko będzie w porządku.
Jego głos, zapach, ciepło. Wszystko sprawiało, że czułam się bezpieczna.  Wtuliłam się w niego bardziej, przestając płakać. Chciałabym, żeby ta chwila trwała wieczne. Bezpieczna, spokojna...  Siedział tak długo, głaszcząc mnie po włosach. Najprawdopodobniej czekał aż zasnę, jednak ja nie mogłam zasnąć. Bałam się, ze jeśli zamknę oczy zobaczę coś strasznego, że tym razem to Minato będzie tam leżał. Choćby nie wiem co, nie chcę tego widzieć.
Po jakimś czasie Minato podniósł mnie delikatnie i położył na łóżku. Myślałam, że odejdzie dlatego oparłam się na łokciach z zamiarem protestu, ale on położył się obok mnie i objął mnie ramieniem. Ułożyłam się wygodnie wdychając jego zapach.
- To tylko sen - szepnął ponownie.
- Każdy ma w sobie ziarenko rzeczywistości - odparłam.
- Jednak nie wszystkie.
- Jak myślisz, po co ludzie śnią?
- Jest wiele teorii na ten temat.
- Według mnie oni uciekają. Od codziennych problemów, zmartwień, smutków.
- Więc dlaczego niektóre sny są straszne?
- Sen i śmierć. Są swoimi braćmi. Dlatego sen ma w sobie coś strasznego. Dlatego śmierć jest nazywana wiecznym snem.
Zaśmiał się głośno i przytulił mnie do siebie bardziej.
- Kotku, pośnij o czymś pięknym - mruknął.
"Kotku"? Spojrzałam na niego pytająco, ale on tylko się uśmiechnął. Podoba mi się. Życie z Minato zapowiada się interesująco. Ten mężczyzna na wiele stron, których jeszcze nie poznałam. No, ale mam na to czas. Resztę mojego życia. Nie sądziłam, że tak łatwo się poddam. Tyle marudziłam, narzekałam, błagałam żeby nie było tego ślubu, a tu proszę. Mąż jest niesamowity, przyszły mąż. Jestem ciekawa, kiedy weźmiemy ślub. Na razie dali nam czas do lepszego poznania się. Jestem ciekawa co czuje Minato, bo muszę przyznać, ze ja coraz bardziej się w nim zakochuje.  To uczucie dopiero co poznaje, ale bardzo mi przypadło do gustu.
Uśmiechnęłam się. Powoli zaczęłam zasypiać.
- Kocham cię - szepnęłam, ale Minato tego nie usłyszał.
Nie pamiętam, co się stało później. Poczułam jakbym odpłynęła i w przeciągu jednej minuty otworzyłam oczy.  Do pokoju wlewało się jasne światło, a Minato spał na miejscu obok mnie. Obudzić sie obok ukochanego i masz świetny humor już na początku dnia. Delikatnie wysunęłam się spod jego rąk, które oplatały mnie w pasie. Przykryłam go kołdrą i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam ciuchy, wyszłam cichutko z pokoju i poszłam do łazienki. Nie wiem ile czasu spędziłam pod prysznicem. Myłam włosy od czasu do czasu bawiąc się wodą, robiąc z niej malutkie smoki. Zapomniałam już jaka to świetna zabawa. Starałam się uwalniać jak najmniej chakry, żeby Minato mnie przypadkiem nie wyczuł. Wytarłam się i ubrałam w niebieską koszulkę na ramiączka, brązową spódniczkę do kolan . Włosy rozczesałam i splotłam warkocz. Były mokre ale nie chciałam zostawiać ich rozpuszczonych, bo pewnie by mi przeszkadzały.
Na śniadanie zrobiłam naleśniki, z lodówki wyciągnęłam dżem, a do szklanek nalałam mleka. Tylko Minato jeszcze brakowało. Weszłam po cichutku do pokoju. Leżał na łóżku, kołdra przykrywała go teraz do połowy, ręce miał rozrzucone obok siebie. Mogłam mu się idealnie przyjrzeć.  Jego tors był idealnie wyrzeźbiony, skóra miała złotawy kolor. Boże, jaki on jest piękny. Nachyliłam się delikatnie nad jego twarzą. Jego usta wyginały się w delikatnym uśmiechu. Najwidoczniej śniło mu się coś miłego. Usiadłam na skraju łóżka i ucałowałam go w czoło. Uśmiechnął się szerze, ale nie otworzył oczu.
- Minato, czas wstawać - szepnęłam.
Westchnął głośno i spojrzał na mnie.
- A jeszcze jeden całus? - zapytał.
- Już cię obudziłam.
- Tak, ale ten na dzień dobry.
Zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
- Dzień dobry.
Podniósł się delikatnie i złożył pocałunek na moim czole.  Spojrzałam mu w oczy i się zatraciłam. Ten błękit był wciągający, nie mogłam odwrócić od niego wzroku.
- Ś..śniadanie j..ju..już go..to...towe - wyjąkałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Dobrze się czujesz? - zapytał kładąc dłoń na moim czole.
-T..Ta...Tak.
- Na pewno? Jesteś dziwnie czerwona.
- E... bo...robiłam śniadanie...i...i mi ciepło - palnęłam na szybkiego.
- Ah, tak?
- Tak. Pośpiesz się bo zaraz wystygnie.
Zerwał się i szybko wyszedł z pokoju, głośno się przy tym śmiejąc. Odetchnęłam głęboko i poszłam w jego ślady. Śniadanie minęło nam szybko, niedługo potem przyszła Mikoto i zabrała mnie na zakupy. Długo chodziłyśmy  po sklepach, zaczęłam ją jeszcze bardziej lubić. Była bardzo zabawna. Rzadko spotyka się takie kobiety w tych czasach. Wiele rozmawiałyśmy, o wszystkim. Można powiedzieć, że jesteśmy już przyjaciółkami. Po kilku godzinach zrobiłyśmy sobie przerwę w restauracji.
- Zastanawiam się, czy aby na pewno mogę go tak zostawić. W końcu pochodzę z innej wioski i mam zostać jego żoną, to mogę sobie pozwalać na takie coś? - zapytałam.
- Jeśli chodzi o Minato, to wszystko w porządku.
- Tak myślisz?
- Tak - uśmiechnęła się. - Wiesz co? Cieszę się, ze to ty.
- Co masz na myśli?
- To ty masz zostać żoną Minato. z tobą będzie szczęśliwy. Muszę się przyznać, że myślałam iż kobieta, która ma zostać żoną Minato będzie niezłą lalunią, wiesz, typu takich panienek.
- Uznaje to za komplement.
- I? o możesz powiedzieć mi o Minato?
- Co masz na myśli?
- No dawaj nie wstydź się. Widzę te rumieńce.
- Nie wiem o co ci chodzi.
- Aha. Jasne, ze wiesz. Kochasz go, mam racje?
Spuściłam wzrok i nic nie odpowiedziałam.
- Uznaje to za tak - powiedział Minato, który usiadł koło mnie.
"Co"?!!!! Tylko o tym zdołałam pomyśleć, kiedy go zobaczyłam.

~*~

Tak, to by było na tyle. Troszku ciężko mi się pisze, nie wiem dlaczego. W niedzielę, jako, że mam urodziny, postaram się napisać kolejną notkę na http://kushmina.bloog.pl . Życzę miłych wakacji i pięknej pogody, która u mnie jak na razie się obija ;P

Zakochana;* / Yuu...

niedziela, 7 lipca 2013

7.

- Może jeszcze zmienisz zdanie.
Ukłonił sie lekko i odszedł. Staliśmy chwile w miejscu. Jego ręka nadal oplatała mój pas. Dopiero teraz zaczęło to do mnie docierać. Poczułam, że robi mi się bardzo gorąco.
- To... to co? hmm... wracamy? -zapytałam lekko się jąkając.
- Ach, tak - mruknął, delikatnie się ode mnie odsuwając. Jednak nie zdjął ręki z mojej tali , tylko pociągnął mnie w stronę domu. 
Odwróciłam głowę w drugą stronę, żeby nie widział mojej twarzy. Moo... Dlaczego czuję się taka skrępowana?  Dobra, oddychaj, to na pewno pomoże. A nie, niedobrze mi...
- Chciałbym ci jeszcze kogoś przedstawić - mruknął ciągnąc mnie w drugą stronę.
Zgodziłam się lekko kiwając głową. Przez drogę w ogóle się do mnie nie odezwał, wydawało mi się, że jest w innym miejscu. Zatrzymaliśmy się przy wielkiej bramie z nazwiskiem Uchiha. " Kogo on ma zamiar mi przedstawić?" To pytanie zaczęło bardzo dokuczliwie krążyć w mojej głowie.
- No prosze, czy to nie Minato? - usłyszałam za sobą damski głos.
Odwróciliśmy się nagle. Za nami stała dziewczyna, chyba w moim wieku. Miała czarne włosy, tego samego koloru oczy i jasną cerę, ubrana była w kolorowe kimono. Przyglądała się nam z jawną ciekawością.
- Mikoto - uśmiechnął się Minato. - Chciałbym ci kogoś przedstawić.
Dziewczyna spojrzała teraz na mnie. Uśmiechnęła się szeroko i lekko ukłoniła.
- Jestem Mikoto. Uchiha Mikoto.
- Uzumki Kushina - odparłam również się kłaniając.
- Mikoto to moja stara przyjaciółka z dzieciństwa - wyjaśnił Minato.
- Ej, nie jestem taka stara - warknęła nadymając policzki w formie obrazy.
Zaśmiałam się cicho. Chyba już ją lubię.
- Zajdziecie do nas? - zapytała.
 "Nas"? ciekawe.
- Może innym razem- odpowiedział Minato.- Chciałbym spędzić trochę więcej czasu z Kushiną.
- Oczywiście - uśmiechnęła się do mnie. - Jak będziesz chciała to wpadaj. Będziemy mogły chodzić na zakupy i plotkować.
- Z wielką przyjemnością skorzystam z oferty. Zakupy brzmią obiecująco.
- To, co? Może jutro?
- Jutro? - spojrzałam na Minato. - Jutro może być.
- Super. To wpadnę po ciebie. Na razie!
Staliśmy jeszcze trochę przed bramą, a potem ruszyliśmy w kierunku domu. Cały czas się uśmiechałam. Polubiłam ją, chociaż praktycznie jej nie znam. Wydaje się być inna niż dziewczyny z wioski. Ma w sobie więcej radości i nie patrzy na mnie krzywo kiedy idę z Minato. Minato.... O rany niedobrze mi. Patrzy na mnie z tym swoim uśmiechem i do tego ma rękę na mojej talii. Blee..... O rany, niedobrze.
- I jak pierwsze wrażenie? - zapytał.- Z Mikoto?
- Lubię ją - odparłam szczerze. - Jest inna niż dziewczyny z wioski.
- Tak, masz rację. Jest w moim wieku (19 lat) i jako jedyna nie lata tak za mną.
- Tak, zauważyłam- uśmiechnęłam się, na co Minato odpowiedział głośnym śmiechem.
- Wiesz co, mam nadzieję że się zaprzyjaźnicie. Będziecie moimi dwoma najważniejszymi osobami w życiu. No dobra jeszcze Jiraya, ale jego nie biorę pod uwagę - zaśmiał się.
- Najważniejsza osoba, ta - mruknęłam pod nosem.
- A, nie? - zapytał przytulając mnie do siebie.
Zaśmiałam się głośno.
- Wiesz co, cieszę się, że to jesteś ty - powiedziałam.
- Co masz na myśli?
- Nic. Nic ważnego.
Minato jest naprawdę dziwny. Zaakceptował mnie tak szybko. Czuję, że naprawdę się w nim zakochuje. Może to i dobrze. W końcu spędzimy razem resztę życia. Jest naprawdę słodki.
Nareszcie dotarliśmy do domu. Wpuścił mnie pierwszą a sam zamknął drzwi. Usiedliśmy w salonie na kanapie. Zaoferowałam się, że pójdę zrobić herbatę, ale on wyprzedził mnie mówiąc coś tam, że pewnie jestem zmęczona. Spędzić z nim resztę życia? Dlaczego nie. Może być ciekawie.

~*~

Yo. Jak tam wakacje? U mnie nuda, nie ma co robić. Zaczęłam oglądać One Piece. Muszę przyznać, że jest świetne. Coś troszku jak Gintama ;P Moja przyjaciółka wyjechała do Słupska i nie mam z kim połazić. Mama się na mnie drze, że wiecznie ślęczę przed komputerem,. Wy też tak macie? Z rodzicami?

Zakochana;*/Yuu...

wtorek, 28 maja 2013

6.

Zjedliśmy rozmawiając o wszystkim. Pytał się co słuchać u chłopaków, co robiłam przez te 2 lata, jak zmieniła się moja wioska. Na każde jego pytanie odpowiadałam ze sztucznym uśmiechem. Kiedy myślałam o wiosce, zbierało mi sie na płacz. Nie mogłam pozwolić sobie nawet na chwile słabości. Reprezentowałam swoją wioskę, swój dom... To było dość trudne, zwłaszcza, że lubię Minato. Dziwnie się czuje, wiedząc, że to on będzie moim mężem. Nie spodziewałam się tego. Jest młody i przystojny, może mieć każdą. Dlaczego ja? Umm..... Myślenie o tym jest męczące. Nie lubie myśleć. Jestem na to za leniwa, chociaż nie mogę dać po sobie tego poznać. To jest jeszcze bardziej męczące.
- Kushina? - zawołał Minato. - Ej, Kushina?
Musze robić tak, żeby było dobrze, ale w to trzeba włożyć wiele wysiłku. Musze być formalna. Jestem w końcu reprezentantką wioski. Umm.... Nie lubie być formalna.
- Kushinaaa.... - Minato zaczął machać jej ręką przed twarzą.
No ale przy Minato może nie będzie tak źle? Co ja gadam?! (w myślach, od Aut.) Ja nie chcę wychodzić za mąż. O rany. Musze to zrobić. Nie mogę ich zawieść. Cała wioska na mnie liczy. Tyle, ze ja nie chcę.
- Musisz być bardzo zmęczona - mruknął Minato przykładając jej rękę do czoła.
Hmm..... Co robić.....

Podniosłam głowę do góry. Twarz Minato była zaledwie kilka centymetrów od mojej, jego dłoń była na moim czole. W tym samym czasie poczułam, że na moje policzki wypływają rumieńce. To było takie dziwne uczucie. Nigdy wcześniej tak nie miałam. Moje serce zaczęło bić szybciej, oddech stał się urywany, mocny ścisk  w brzuchu. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie chce tego. Boje sie.
- Nie masz gorączki. Wszystko w porządku? - zapytał, odsuwając się ode mnie.
- T..tak. Prze...przepraszam... - wyjąkałam.
- Co? Za co?
- E... no.... za....
- nie ważne. Nie przepraszaj mnie, nie zrobiłaś nic złego.
- Umm.... Przepraszam.
Minato głośno westchnął, a potem poczochrał mnie po włosach. Złapał ze talerze i wstawił je do zlewu. Od razu sie zerwałam, żeby pozmywać.
- Idź, ja pozmywam - powiedział Minato.- Miałaś ciężka podróż.
- To nic. Mogę to zrobić. Na prawdę.
Kiwnął głową i odsunął się od zlewu.  Usiadł ponownie do stołu i przyglądał sie mojej pracy. To dziwne uczucie nadal nie znikało. Jego spojrzenie dziwnie mi ciążyło na plecach. Zmywanie, zmywanie. Skupiłam się na czynności, by o tym nie myśleć. W połowie podziałało. Umyte talerze odstawiłam na suszarkę, a ręce wytarłam ręcznikiem. Kiedy się odwróciłam Minato nadal się na mi przyglądał.
- Zmieniłaś się - powiedział z powagą.
Przyznaje, trochę zbiło mnie to z tropu. Mina i powaga jego słów były dla mnie obce. Czy jest taki Minato, którego nie znam?
- No, tak. Minęły 2 lata. Każdy sie zmienia.
- Dwa lata.... - szepnął i pogrążył się w myślach.
Stałam nie mogąc się ruszyć. Jeszcze przed chwilą był taki beztroski, taki wesoły. co się stało? To do niego nie podobne.
Nagle zerwał się na równe nogi z szerokim uśmiechem. Jego oczy znów były wesołe a twarz aż promieniała.
- Idziemy się gdzieś przejść? - zapytał.
- Bardzo chętnie skorzystam z oferty - uśmiechnęłam się sztucznie i lekko skłoniłam.
Spojrzał na mnie zdziwiony, a potem westchnął. Weszłam po schodach do pokoju, w którym się obudziłam i wzięłam buty. Zeszłam powoli na dół i przeszłam przez drzwi, które otworzył mi Minato. Zamkną je za sobą i wyszliśmy na ulice. Minato użyczył mi ramienia, na którym sie delikatnie oparłam. Ta bliskość była dosć dziwna. nie wiem jak to dobrze wytłumaczyć. Serce znowu przyspieszyło, a policzki zaczęły mnie piec. Spuściłam głowę w dół, tak żeby nie widział moich czerwonych polików. Czułam sie dziwnie skrępowana.

Minato oprowadził mnie po wschodniej części wioski, okolice najbliższe jego, naszego mieszkania. Pokazywał mi różnorakie sklepy, przedstawiał ludziom. Ci starsi uśmiechali sie, ale w ich oczach widziałam niepewność.  Niektórzy mężczyźni patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem, przez co jeszcze bardziej przysuwałam sie do Minato. Zrozumiał chyba o co mi chodzi, bo odciągał mnie w drugą stronę ulicy. Jego uśmiech był szeroki, radosny i szczery. Ja przestałam sie uśmiechać szczerze gdy opuściłam wioskę, a nawet wcześniej. Nie pamiętam już. Wszyscy miło na niego spoglądali, widać, że cieszył sie uznaniem w wiosce. No i nawet wśród dziewcząt. Każda spoglądała na niego z jawnym pożądaniem, za to na mnie z niekryta niechęcią.  Czułam sie naprawde dziwnie. Bliskość Minato, spojrzenia mężczyzn, niechęć dziewczyn. Nie żeby mi na tym zależało. Mam gdzieś co myśla o mnie inni. Moje życie nie ich sprawa. Nie chce jednak sprawiać problemu.
Wracaliśmy już do naszego mieszkania, kiedy droge zastapił nam chłopak. Był chyba w wieku Minato, miał brązowe włosy i tego samego koloru oczy. Dobrze zbudowany i dość wysoki.
- Yo, Minato. Dawno sie nie widzieliśmy - przywitał sie mocnym uściskiem dłoni.
- Ikuto wreszcie wróciłeś z misji - zaśmiał sie blondyn.
- A, daj spokój. Mam już tego dość - zaśmiał się, a potem spojrzał na mnie. - A to co za śliczność?
Już go nie lubie.
- To, Kushina Uzumaki - przedstawił mnie chłopak.
Ucałował moją dłoń lekko sie przy tym kłaniając. Dupek.
- Kushina, piękne imie dla pięknej panienki.
- Przeprowadziła sie tu z wioski Wiru.
- Wioska Wiru. No proszę. Kawał drogi przebyłaś, a ty już ja męczysz. Może chciałabyś wpaść do mnie, He?
- Nie dziękuje. Mam już na dziś plany - odparłam.
- A to szkoda. Takiej pięknej dziewczynie przyda sie odpowiedni chłopak.
Poczułam jak ręka Minato drgnęła . Przysunęłam się bliżej niego opierając głowę na silnym ramieniu.
- Niestety. Miejsce te już jest zajęte. - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
- Tak? A któż to jest tym szczęściarzem?
Minato oplótł mnie w pasie i zanurzył usta w moich włosach.
- Mam zostać jej mężem - odparł formalnie.
Ikuto zmrużył oczy. Nie wydawał się zadowolony z tej wieści. Jakoś tak mnie to uszczęśliwiło. Nie polubiłam go, nie wiem dlaczego, ale jego osoba porządnie mnie wkurza.
- Ah tak - mruknął.- Może jeszcze zmienisz zdanie.
Ukłonił sie lekko i odszedł. Staliśmy chwile w miejscu. Jego ręka nadal oplatała mój pas. Dopiero teraz zaczęło to do mnie docierać. Poczułam, że robi mi się bardzo gorąco.

~*~

Yo, minna. Takie tam krótkie. Przepraszam bardzo za błędy. Pisałam w pośpiechu żeby niczego nie zapomnieć. Tak jakoś mnie naszło. Do następnej noci ;3



Zakochana;*/ Yuu....

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

The Versatile Blogger Award

Heh. Nie wiem co powiedzieć. Serdeczne podziękowania dla oli98 http://hinatainaruto.blogspot.com/ . Serio nie spodziewałam się, ze kilkoma notkami dostanę nominację, dzięki :3

ZASADY:
-podziękować nominującemu blogerowi,
-pokazać nagrodę na swoim blogu,
-ujawnić siedem faktów dotyczących siebie,
-nominować 15 blogów które twoim zdaniem na to zasługują,
-powiadomić o tym autorów.

No to zaczynamy: 

Siedem faktów, ta:
  1. Kocham słodycze.
  2. Nienawidzę szkoły.
  3. Interesuje się fantastyką.
  4. Lubie wychodzić na wycieczki poza miasto ( np. las)
  5. Nienawidzę sprzątać.
  6. Lubie słuchać rocku.
  7. Nawet lubie czytać książki, ale tylko niektóre.
Nominacje:
Jeszcze raz dziękuje oli98.

Zakochana ;*


niedziela, 28 kwietnia 2013

5.

Yo, minna. Żyję. To cud. Gomen nasai. Wiem, bardzo długo mnie nie było. Na początku zapomniałam o tym blogu, a potem nie pamiętałam hasła. Miałam je zmienić, ale jakoś tak mi się wszystko wlokło. Nie pamiętam już o czym dokładnie miałam pisać. Wszystkie moje pomysły szlag trafił. Przeczytałam poprzednie notki i postaram się jakoś pisać. Mam nadzieję, że więcej was nie zawiodę.

~*~

Czułam coś miękkiego, wygodnego. Coś od czego nie chciało mi się otwierać oczu. Takie ciepełko. Po prostu coś nie z tej ziemi, a mianowicie łóżko.
Leniwie podniosłam zaspane powieki. Dobra, coś  jest nie tak. Zasnęłam pod drzewem, a jestem w pokoju. Są dwie możliwości: pierwsza- lunatykowałam, druga- ktoś mnie tu przyniósł. O, a może kosmici mnie porwali? No, to mam trzy możliwości. Tylko raczej ta trzecia wydaje się głupia, a co do pierwszej to lunatykowałam w wieku dziesięciu lat. Wyszłam wtedy z domu, a kiedy się obudziłam siedziałam pod budką z Ramenem. Ta, dostałam wtedy niezły ochrzan. No, ale wracając. Ktoś mnie tu przyniósł. Hmm...
Usiadłam nagle i zerwałam z siebie kołdrę. Byłam w sukience, tylko moje buty stały obok mebla. Odetchnęłam głęboko i rozejrzałam sie po pokoju. Dość duże pomieszczenie o pięknym, zielonym kolorze. Ciemne biurko, szafa, komoda, stolik przy łóżku, okno zasłonięte złotymi zasłonami, mały, włochaty dywanik na panelach o odcieniu czekolady. Naprawdę piękne. Wstałam i na boso podeszłam do okna. Kiedy je odsłoniłam ujrzałam ogródek i drzewo wiśni rosnące tuż przy oknie. Słońce dopiero zaczęło wstawać. Połowa nieba była lekko szara, a na liściach Sakury osiadała rosa.
Odsunęłam się od okna i ruszyłam powoli w stronę drzwi, jednocześnie uwalniając włosy z zepsutego już koka. Wyszłam na korytarz, z dołu dobiegały mnie niewielkie hałasy więc zaczęłam powoli schodzić po schodach. Kiedy dotarłam do kuchni stanęłam w drzwiach. Przyznaję, jestem zdziwiona i t bardzo. Przy kuchence stał wysoki mężczyzna o blond włosach. Przez ciuchy mogłam  zobaczyć, ze jest dobrze zbudowany.  Najbardziej zdziwiło mnie to, że smażył coś na patelni. Chciałam się wycofać, ale oczywiście te moje szczęście. Potknęłam się o swoją własną nogę i wylądowałam na tyłku z cichym piskiem. Dobra, tego nie przemyślałam. Kiedy podniosłam głowę ujrzałam tuż przed sobą szeroki uśmiech i wyciągniętą w moją stronę, dłoń. Spojrzałam w górę żeby mu się dokładniej przyjrzeć. ( SZOK ) To Minato. Ten, który był w mojej wiosce, ten, który mnie uratował. Coraz bardziej zdziwiona pozwoliłam, żeby pomógł mi wstać. Wysoki. Ledwie sięgałam mu do brody. Chyba muszę mieć dziwną minę, bo on coraz bardziej się uśmiecha.
- Kushina. Miło cie widzieć - powiedział.
- Jestem zaszczycona mogąc cie znów spotkać, Minato- sama - powiedziałam to trochę sztywno.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Musiałaś być zmęczona, skoro zasnęłaś w ogródku.
- Przepraszam za kłopot.
Złapał mnie delikatnie w pasie i poprowadził do stołu. Odsunął mi krzesło i pomógł usiąść.
- Musisz być głodna, co?- zapytał.
Kiwnęłam lekko głową a on uśmiechnął się i podstawił mi pod nos talerz z jajecznicą.
- Ale... - zaczęłam.
- Spokojnie. Potrafię gotować. - zaśmiał się.
- Nie to miałam na myśli.
- A, tak. Teraz sprawa gotowania zejdzie na ciebie. - Mruknął.
Skinęłam głową.
- No, ale pomogę ci. Nie jestem typem człowieka, który zrzuci wszystko na kobietę..
Niewiele się zmienił.
- To miło z twojej strony.
Nie spodziewałam się, że to jego żoną zostanę.Zresztą nadal jest to dla mnie nowość, ale czuję, że przy Minato będę mogła sie do tego przyzwyczaić.

~*~

Krótko, ale cholernie dużo czasu nad tym siedziałam. Wracam do was. Pamiętajcie :3

Zakochana ;*