blog

blog

wtorek, 16 lipca 2013

8.

Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Czułam się jakbym płynęła lub leciała. Kiedy delikatnie otworzyłam oczy ujrzałam Minato, który niósł mnie na rękach. Położył mnie delikatnie w moim pokoju na łóżku. Przykrył mnie kołdrą, odgarnął włosy z twarzy i pocałował delikatnie w czoło.
-  Dobranoc, mój aniołku - szepnął.
Uśmiechnęłam się tylko i zasnęłam ponownie. Nie sądziłam tylko, że zobaczę coś takiego.
Na początku było ciemno. Kiedy moje oczy się do tego przyzwyczaiły, zobaczyłam na podłodze dziwne kształty. Na stopach czułam jakąś lepką maź. Cofnęłam się kilka kroków i potknęłam się o coś. Poleciałam do tyłu,  z impetem uderzyłam o podłogę. Teraz cała byłam w tej cieczy. I wtedy zapaliło się światło. Dziwne kształty to tak naprawdę ciała mojej rodziny. Lepka maź była krwią. Leżałam na podłodze zalanej czerwoną posoką. Najgorsze było to, co stało na przeciw mnie. Ręce ubrudzone krwią, nóż w prawej dłoni, szaleńczy uśmiech, furia w oczach. Tak. To byłam ja.
Krzyczałam. Głośno. Bałam się . Nie wiem dlaczego. Przestałam dopiero kiedy poczułam, że ktoś mnie do siebie przytula. Minato. Siedział na brzegu łózka i przytulał mnie do swojego nagiego torsu.  Płakałam, nie mogłam złapać oddechu. Głaskał mnie delikatnie po głowie.
- Cii - szepnął. - To tylko sen. Wszystko będzie w porządku.
Jego głos, zapach, ciepło. Wszystko sprawiało, że czułam się bezpieczna.  Wtuliłam się w niego bardziej, przestając płakać. Chciałabym, żeby ta chwila trwała wieczne. Bezpieczna, spokojna...  Siedział tak długo, głaszcząc mnie po włosach. Najprawdopodobniej czekał aż zasnę, jednak ja nie mogłam zasnąć. Bałam się, ze jeśli zamknę oczy zobaczę coś strasznego, że tym razem to Minato będzie tam leżał. Choćby nie wiem co, nie chcę tego widzieć.
Po jakimś czasie Minato podniósł mnie delikatnie i położył na łóżku. Myślałam, że odejdzie dlatego oparłam się na łokciach z zamiarem protestu, ale on położył się obok mnie i objął mnie ramieniem. Ułożyłam się wygodnie wdychając jego zapach.
- To tylko sen - szepnął ponownie.
- Każdy ma w sobie ziarenko rzeczywistości - odparłam.
- Jednak nie wszystkie.
- Jak myślisz, po co ludzie śnią?
- Jest wiele teorii na ten temat.
- Według mnie oni uciekają. Od codziennych problemów, zmartwień, smutków.
- Więc dlaczego niektóre sny są straszne?
- Sen i śmierć. Są swoimi braćmi. Dlatego sen ma w sobie coś strasznego. Dlatego śmierć jest nazywana wiecznym snem.
Zaśmiał się głośno i przytulił mnie do siebie bardziej.
- Kotku, pośnij o czymś pięknym - mruknął.
"Kotku"? Spojrzałam na niego pytająco, ale on tylko się uśmiechnął. Podoba mi się. Życie z Minato zapowiada się interesująco. Ten mężczyzna na wiele stron, których jeszcze nie poznałam. No, ale mam na to czas. Resztę mojego życia. Nie sądziłam, że tak łatwo się poddam. Tyle marudziłam, narzekałam, błagałam żeby nie było tego ślubu, a tu proszę. Mąż jest niesamowity, przyszły mąż. Jestem ciekawa, kiedy weźmiemy ślub. Na razie dali nam czas do lepszego poznania się. Jestem ciekawa co czuje Minato, bo muszę przyznać, ze ja coraz bardziej się w nim zakochuje.  To uczucie dopiero co poznaje, ale bardzo mi przypadło do gustu.
Uśmiechnęłam się. Powoli zaczęłam zasypiać.
- Kocham cię - szepnęłam, ale Minato tego nie usłyszał.
Nie pamiętam, co się stało później. Poczułam jakbym odpłynęła i w przeciągu jednej minuty otworzyłam oczy.  Do pokoju wlewało się jasne światło, a Minato spał na miejscu obok mnie. Obudzić sie obok ukochanego i masz świetny humor już na początku dnia. Delikatnie wysunęłam się spod jego rąk, które oplatały mnie w pasie. Przykryłam go kołdrą i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam ciuchy, wyszłam cichutko z pokoju i poszłam do łazienki. Nie wiem ile czasu spędziłam pod prysznicem. Myłam włosy od czasu do czasu bawiąc się wodą, robiąc z niej malutkie smoki. Zapomniałam już jaka to świetna zabawa. Starałam się uwalniać jak najmniej chakry, żeby Minato mnie przypadkiem nie wyczuł. Wytarłam się i ubrałam w niebieską koszulkę na ramiączka, brązową spódniczkę do kolan . Włosy rozczesałam i splotłam warkocz. Były mokre ale nie chciałam zostawiać ich rozpuszczonych, bo pewnie by mi przeszkadzały.
Na śniadanie zrobiłam naleśniki, z lodówki wyciągnęłam dżem, a do szklanek nalałam mleka. Tylko Minato jeszcze brakowało. Weszłam po cichutku do pokoju. Leżał na łóżku, kołdra przykrywała go teraz do połowy, ręce miał rozrzucone obok siebie. Mogłam mu się idealnie przyjrzeć.  Jego tors był idealnie wyrzeźbiony, skóra miała złotawy kolor. Boże, jaki on jest piękny. Nachyliłam się delikatnie nad jego twarzą. Jego usta wyginały się w delikatnym uśmiechu. Najwidoczniej śniło mu się coś miłego. Usiadłam na skraju łóżka i ucałowałam go w czoło. Uśmiechnął się szerze, ale nie otworzył oczu.
- Minato, czas wstawać - szepnęłam.
Westchnął głośno i spojrzał na mnie.
- A jeszcze jeden całus? - zapytał.
- Już cię obudziłam.
- Tak, ale ten na dzień dobry.
Zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
- Dzień dobry.
Podniósł się delikatnie i złożył pocałunek na moim czole.  Spojrzałam mu w oczy i się zatraciłam. Ten błękit był wciągający, nie mogłam odwrócić od niego wzroku.
- Ś..śniadanie j..ju..już go..to...towe - wyjąkałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Dobrze się czujesz? - zapytał kładąc dłoń na moim czole.
-T..Ta...Tak.
- Na pewno? Jesteś dziwnie czerwona.
- E... bo...robiłam śniadanie...i...i mi ciepło - palnęłam na szybkiego.
- Ah, tak?
- Tak. Pośpiesz się bo zaraz wystygnie.
Zerwał się i szybko wyszedł z pokoju, głośno się przy tym śmiejąc. Odetchnęłam głęboko i poszłam w jego ślady. Śniadanie minęło nam szybko, niedługo potem przyszła Mikoto i zabrała mnie na zakupy. Długo chodziłyśmy  po sklepach, zaczęłam ją jeszcze bardziej lubić. Była bardzo zabawna. Rzadko spotyka się takie kobiety w tych czasach. Wiele rozmawiałyśmy, o wszystkim. Można powiedzieć, że jesteśmy już przyjaciółkami. Po kilku godzinach zrobiłyśmy sobie przerwę w restauracji.
- Zastanawiam się, czy aby na pewno mogę go tak zostawić. W końcu pochodzę z innej wioski i mam zostać jego żoną, to mogę sobie pozwalać na takie coś? - zapytałam.
- Jeśli chodzi o Minato, to wszystko w porządku.
- Tak myślisz?
- Tak - uśmiechnęła się. - Wiesz co? Cieszę się, ze to ty.
- Co masz na myśli?
- To ty masz zostać żoną Minato. z tobą będzie szczęśliwy. Muszę się przyznać, że myślałam iż kobieta, która ma zostać żoną Minato będzie niezłą lalunią, wiesz, typu takich panienek.
- Uznaje to za komplement.
- I? o możesz powiedzieć mi o Minato?
- Co masz na myśli?
- No dawaj nie wstydź się. Widzę te rumieńce.
- Nie wiem o co ci chodzi.
- Aha. Jasne, ze wiesz. Kochasz go, mam racje?
Spuściłam wzrok i nic nie odpowiedziałam.
- Uznaje to za tak - powiedział Minato, który usiadł koło mnie.
"Co"?!!!! Tylko o tym zdołałam pomyśleć, kiedy go zobaczyłam.

~*~

Tak, to by było na tyle. Troszku ciężko mi się pisze, nie wiem dlaczego. W niedzielę, jako, że mam urodziny, postaram się napisać kolejną notkę na http://kushmina.bloog.pl . Życzę miłych wakacji i pięknej pogody, która u mnie jak na razie się obija ;P

Zakochana;* / Yuu...

niedziela, 7 lipca 2013

7.

- Może jeszcze zmienisz zdanie.
Ukłonił sie lekko i odszedł. Staliśmy chwile w miejscu. Jego ręka nadal oplatała mój pas. Dopiero teraz zaczęło to do mnie docierać. Poczułam, że robi mi się bardzo gorąco.
- To... to co? hmm... wracamy? -zapytałam lekko się jąkając.
- Ach, tak - mruknął, delikatnie się ode mnie odsuwając. Jednak nie zdjął ręki z mojej tali , tylko pociągnął mnie w stronę domu. 
Odwróciłam głowę w drugą stronę, żeby nie widział mojej twarzy. Moo... Dlaczego czuję się taka skrępowana?  Dobra, oddychaj, to na pewno pomoże. A nie, niedobrze mi...
- Chciałbym ci jeszcze kogoś przedstawić - mruknął ciągnąc mnie w drugą stronę.
Zgodziłam się lekko kiwając głową. Przez drogę w ogóle się do mnie nie odezwał, wydawało mi się, że jest w innym miejscu. Zatrzymaliśmy się przy wielkiej bramie z nazwiskiem Uchiha. " Kogo on ma zamiar mi przedstawić?" To pytanie zaczęło bardzo dokuczliwie krążyć w mojej głowie.
- No prosze, czy to nie Minato? - usłyszałam za sobą damski głos.
Odwróciliśmy się nagle. Za nami stała dziewczyna, chyba w moim wieku. Miała czarne włosy, tego samego koloru oczy i jasną cerę, ubrana była w kolorowe kimono. Przyglądała się nam z jawną ciekawością.
- Mikoto - uśmiechnął się Minato. - Chciałbym ci kogoś przedstawić.
Dziewczyna spojrzała teraz na mnie. Uśmiechnęła się szeroko i lekko ukłoniła.
- Jestem Mikoto. Uchiha Mikoto.
- Uzumki Kushina - odparłam również się kłaniając.
- Mikoto to moja stara przyjaciółka z dzieciństwa - wyjaśnił Minato.
- Ej, nie jestem taka stara - warknęła nadymając policzki w formie obrazy.
Zaśmiałam się cicho. Chyba już ją lubię.
- Zajdziecie do nas? - zapytała.
 "Nas"? ciekawe.
- Może innym razem- odpowiedział Minato.- Chciałbym spędzić trochę więcej czasu z Kushiną.
- Oczywiście - uśmiechnęła się do mnie. - Jak będziesz chciała to wpadaj. Będziemy mogły chodzić na zakupy i plotkować.
- Z wielką przyjemnością skorzystam z oferty. Zakupy brzmią obiecująco.
- To, co? Może jutro?
- Jutro? - spojrzałam na Minato. - Jutro może być.
- Super. To wpadnę po ciebie. Na razie!
Staliśmy jeszcze trochę przed bramą, a potem ruszyliśmy w kierunku domu. Cały czas się uśmiechałam. Polubiłam ją, chociaż praktycznie jej nie znam. Wydaje się być inna niż dziewczyny z wioski. Ma w sobie więcej radości i nie patrzy na mnie krzywo kiedy idę z Minato. Minato.... O rany niedobrze mi. Patrzy na mnie z tym swoim uśmiechem i do tego ma rękę na mojej talii. Blee..... O rany, niedobrze.
- I jak pierwsze wrażenie? - zapytał.- Z Mikoto?
- Lubię ją - odparłam szczerze. - Jest inna niż dziewczyny z wioski.
- Tak, masz rację. Jest w moim wieku (19 lat) i jako jedyna nie lata tak za mną.
- Tak, zauważyłam- uśmiechnęłam się, na co Minato odpowiedział głośnym śmiechem.
- Wiesz co, mam nadzieję że się zaprzyjaźnicie. Będziecie moimi dwoma najważniejszymi osobami w życiu. No dobra jeszcze Jiraya, ale jego nie biorę pod uwagę - zaśmiał się.
- Najważniejsza osoba, ta - mruknęłam pod nosem.
- A, nie? - zapytał przytulając mnie do siebie.
Zaśmiałam się głośno.
- Wiesz co, cieszę się, że to jesteś ty - powiedziałam.
- Co masz na myśli?
- Nic. Nic ważnego.
Minato jest naprawdę dziwny. Zaakceptował mnie tak szybko. Czuję, że naprawdę się w nim zakochuje. Może to i dobrze. W końcu spędzimy razem resztę życia. Jest naprawdę słodki.
Nareszcie dotarliśmy do domu. Wpuścił mnie pierwszą a sam zamknął drzwi. Usiedliśmy w salonie na kanapie. Zaoferowałam się, że pójdę zrobić herbatę, ale on wyprzedził mnie mówiąc coś tam, że pewnie jestem zmęczona. Spędzić z nim resztę życia? Dlaczego nie. Może być ciekawie.

~*~

Yo. Jak tam wakacje? U mnie nuda, nie ma co robić. Zaczęłam oglądać One Piece. Muszę przyznać, że jest świetne. Coś troszku jak Gintama ;P Moja przyjaciółka wyjechała do Słupska i nie mam z kim połazić. Mama się na mnie drze, że wiecznie ślęczę przed komputerem,. Wy też tak macie? Z rodzicami?

Zakochana;*/Yuu...

wtorek, 28 maja 2013

6.

Zjedliśmy rozmawiając o wszystkim. Pytał się co słuchać u chłopaków, co robiłam przez te 2 lata, jak zmieniła się moja wioska. Na każde jego pytanie odpowiadałam ze sztucznym uśmiechem. Kiedy myślałam o wiosce, zbierało mi sie na płacz. Nie mogłam pozwolić sobie nawet na chwile słabości. Reprezentowałam swoją wioskę, swój dom... To było dość trudne, zwłaszcza, że lubię Minato. Dziwnie się czuje, wiedząc, że to on będzie moim mężem. Nie spodziewałam się tego. Jest młody i przystojny, może mieć każdą. Dlaczego ja? Umm..... Myślenie o tym jest męczące. Nie lubie myśleć. Jestem na to za leniwa, chociaż nie mogę dać po sobie tego poznać. To jest jeszcze bardziej męczące.
- Kushina? - zawołał Minato. - Ej, Kushina?
Musze robić tak, żeby było dobrze, ale w to trzeba włożyć wiele wysiłku. Musze być formalna. Jestem w końcu reprezentantką wioski. Umm.... Nie lubie być formalna.
- Kushinaaa.... - Minato zaczął machać jej ręką przed twarzą.
No ale przy Minato może nie będzie tak źle? Co ja gadam?! (w myślach, od Aut.) Ja nie chcę wychodzić za mąż. O rany. Musze to zrobić. Nie mogę ich zawieść. Cała wioska na mnie liczy. Tyle, ze ja nie chcę.
- Musisz być bardzo zmęczona - mruknął Minato przykładając jej rękę do czoła.
Hmm..... Co robić.....

Podniosłam głowę do góry. Twarz Minato była zaledwie kilka centymetrów od mojej, jego dłoń była na moim czole. W tym samym czasie poczułam, że na moje policzki wypływają rumieńce. To było takie dziwne uczucie. Nigdy wcześniej tak nie miałam. Moje serce zaczęło bić szybciej, oddech stał się urywany, mocny ścisk  w brzuchu. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie chce tego. Boje sie.
- Nie masz gorączki. Wszystko w porządku? - zapytał, odsuwając się ode mnie.
- T..tak. Prze...przepraszam... - wyjąkałam.
- Co? Za co?
- E... no.... za....
- nie ważne. Nie przepraszaj mnie, nie zrobiłaś nic złego.
- Umm.... Przepraszam.
Minato głośno westchnął, a potem poczochrał mnie po włosach. Złapał ze talerze i wstawił je do zlewu. Od razu sie zerwałam, żeby pozmywać.
- Idź, ja pozmywam - powiedział Minato.- Miałaś ciężka podróż.
- To nic. Mogę to zrobić. Na prawdę.
Kiwnął głową i odsunął się od zlewu.  Usiadł ponownie do stołu i przyglądał sie mojej pracy. To dziwne uczucie nadal nie znikało. Jego spojrzenie dziwnie mi ciążyło na plecach. Zmywanie, zmywanie. Skupiłam się na czynności, by o tym nie myśleć. W połowie podziałało. Umyte talerze odstawiłam na suszarkę, a ręce wytarłam ręcznikiem. Kiedy się odwróciłam Minato nadal się na mi przyglądał.
- Zmieniłaś się - powiedział z powagą.
Przyznaje, trochę zbiło mnie to z tropu. Mina i powaga jego słów były dla mnie obce. Czy jest taki Minato, którego nie znam?
- No, tak. Minęły 2 lata. Każdy sie zmienia.
- Dwa lata.... - szepnął i pogrążył się w myślach.
Stałam nie mogąc się ruszyć. Jeszcze przed chwilą był taki beztroski, taki wesoły. co się stało? To do niego nie podobne.
Nagle zerwał się na równe nogi z szerokim uśmiechem. Jego oczy znów były wesołe a twarz aż promieniała.
- Idziemy się gdzieś przejść? - zapytał.
- Bardzo chętnie skorzystam z oferty - uśmiechnęłam się sztucznie i lekko skłoniłam.
Spojrzał na mnie zdziwiony, a potem westchnął. Weszłam po schodach do pokoju, w którym się obudziłam i wzięłam buty. Zeszłam powoli na dół i przeszłam przez drzwi, które otworzył mi Minato. Zamkną je za sobą i wyszliśmy na ulice. Minato użyczył mi ramienia, na którym sie delikatnie oparłam. Ta bliskość była dosć dziwna. nie wiem jak to dobrze wytłumaczyć. Serce znowu przyspieszyło, a policzki zaczęły mnie piec. Spuściłam głowę w dół, tak żeby nie widział moich czerwonych polików. Czułam sie dziwnie skrępowana.

Minato oprowadził mnie po wschodniej części wioski, okolice najbliższe jego, naszego mieszkania. Pokazywał mi różnorakie sklepy, przedstawiał ludziom. Ci starsi uśmiechali sie, ale w ich oczach widziałam niepewność.  Niektórzy mężczyźni patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem, przez co jeszcze bardziej przysuwałam sie do Minato. Zrozumiał chyba o co mi chodzi, bo odciągał mnie w drugą stronę ulicy. Jego uśmiech był szeroki, radosny i szczery. Ja przestałam sie uśmiechać szczerze gdy opuściłam wioskę, a nawet wcześniej. Nie pamiętam już. Wszyscy miło na niego spoglądali, widać, że cieszył sie uznaniem w wiosce. No i nawet wśród dziewcząt. Każda spoglądała na niego z jawnym pożądaniem, za to na mnie z niekryta niechęcią.  Czułam sie naprawde dziwnie. Bliskość Minato, spojrzenia mężczyzn, niechęć dziewczyn. Nie żeby mi na tym zależało. Mam gdzieś co myśla o mnie inni. Moje życie nie ich sprawa. Nie chce jednak sprawiać problemu.
Wracaliśmy już do naszego mieszkania, kiedy droge zastapił nam chłopak. Był chyba w wieku Minato, miał brązowe włosy i tego samego koloru oczy. Dobrze zbudowany i dość wysoki.
- Yo, Minato. Dawno sie nie widzieliśmy - przywitał sie mocnym uściskiem dłoni.
- Ikuto wreszcie wróciłeś z misji - zaśmiał sie blondyn.
- A, daj spokój. Mam już tego dość - zaśmiał się, a potem spojrzał na mnie. - A to co za śliczność?
Już go nie lubie.
- To, Kushina Uzumaki - przedstawił mnie chłopak.
Ucałował moją dłoń lekko sie przy tym kłaniając. Dupek.
- Kushina, piękne imie dla pięknej panienki.
- Przeprowadziła sie tu z wioski Wiru.
- Wioska Wiru. No proszę. Kawał drogi przebyłaś, a ty już ja męczysz. Może chciałabyś wpaść do mnie, He?
- Nie dziękuje. Mam już na dziś plany - odparłam.
- A to szkoda. Takiej pięknej dziewczynie przyda sie odpowiedni chłopak.
Poczułam jak ręka Minato drgnęła . Przysunęłam się bliżej niego opierając głowę na silnym ramieniu.
- Niestety. Miejsce te już jest zajęte. - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
- Tak? A któż to jest tym szczęściarzem?
Minato oplótł mnie w pasie i zanurzył usta w moich włosach.
- Mam zostać jej mężem - odparł formalnie.
Ikuto zmrużył oczy. Nie wydawał się zadowolony z tej wieści. Jakoś tak mnie to uszczęśliwiło. Nie polubiłam go, nie wiem dlaczego, ale jego osoba porządnie mnie wkurza.
- Ah tak - mruknął.- Może jeszcze zmienisz zdanie.
Ukłonił sie lekko i odszedł. Staliśmy chwile w miejscu. Jego ręka nadal oplatała mój pas. Dopiero teraz zaczęło to do mnie docierać. Poczułam, że robi mi się bardzo gorąco.

~*~

Yo, minna. Takie tam krótkie. Przepraszam bardzo za błędy. Pisałam w pośpiechu żeby niczego nie zapomnieć. Tak jakoś mnie naszło. Do następnej noci ;3



Zakochana;*/ Yuu....

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

The Versatile Blogger Award

Heh. Nie wiem co powiedzieć. Serdeczne podziękowania dla oli98 http://hinatainaruto.blogspot.com/ . Serio nie spodziewałam się, ze kilkoma notkami dostanę nominację, dzięki :3

ZASADY:
-podziękować nominującemu blogerowi,
-pokazać nagrodę na swoim blogu,
-ujawnić siedem faktów dotyczących siebie,
-nominować 15 blogów które twoim zdaniem na to zasługują,
-powiadomić o tym autorów.

No to zaczynamy: 

Siedem faktów, ta:
  1. Kocham słodycze.
  2. Nienawidzę szkoły.
  3. Interesuje się fantastyką.
  4. Lubie wychodzić na wycieczki poza miasto ( np. las)
  5. Nienawidzę sprzątać.
  6. Lubie słuchać rocku.
  7. Nawet lubie czytać książki, ale tylko niektóre.
Nominacje:
Jeszcze raz dziękuje oli98.

Zakochana ;*


niedziela, 28 kwietnia 2013

5.

Yo, minna. Żyję. To cud. Gomen nasai. Wiem, bardzo długo mnie nie było. Na początku zapomniałam o tym blogu, a potem nie pamiętałam hasła. Miałam je zmienić, ale jakoś tak mi się wszystko wlokło. Nie pamiętam już o czym dokładnie miałam pisać. Wszystkie moje pomysły szlag trafił. Przeczytałam poprzednie notki i postaram się jakoś pisać. Mam nadzieję, że więcej was nie zawiodę.

~*~

Czułam coś miękkiego, wygodnego. Coś od czego nie chciało mi się otwierać oczu. Takie ciepełko. Po prostu coś nie z tej ziemi, a mianowicie łóżko.
Leniwie podniosłam zaspane powieki. Dobra, coś  jest nie tak. Zasnęłam pod drzewem, a jestem w pokoju. Są dwie możliwości: pierwsza- lunatykowałam, druga- ktoś mnie tu przyniósł. O, a może kosmici mnie porwali? No, to mam trzy możliwości. Tylko raczej ta trzecia wydaje się głupia, a co do pierwszej to lunatykowałam w wieku dziesięciu lat. Wyszłam wtedy z domu, a kiedy się obudziłam siedziałam pod budką z Ramenem. Ta, dostałam wtedy niezły ochrzan. No, ale wracając. Ktoś mnie tu przyniósł. Hmm...
Usiadłam nagle i zerwałam z siebie kołdrę. Byłam w sukience, tylko moje buty stały obok mebla. Odetchnęłam głęboko i rozejrzałam sie po pokoju. Dość duże pomieszczenie o pięknym, zielonym kolorze. Ciemne biurko, szafa, komoda, stolik przy łóżku, okno zasłonięte złotymi zasłonami, mały, włochaty dywanik na panelach o odcieniu czekolady. Naprawdę piękne. Wstałam i na boso podeszłam do okna. Kiedy je odsłoniłam ujrzałam ogródek i drzewo wiśni rosnące tuż przy oknie. Słońce dopiero zaczęło wstawać. Połowa nieba była lekko szara, a na liściach Sakury osiadała rosa.
Odsunęłam się od okna i ruszyłam powoli w stronę drzwi, jednocześnie uwalniając włosy z zepsutego już koka. Wyszłam na korytarz, z dołu dobiegały mnie niewielkie hałasy więc zaczęłam powoli schodzić po schodach. Kiedy dotarłam do kuchni stanęłam w drzwiach. Przyznaję, jestem zdziwiona i t bardzo. Przy kuchence stał wysoki mężczyzna o blond włosach. Przez ciuchy mogłam  zobaczyć, ze jest dobrze zbudowany.  Najbardziej zdziwiło mnie to, że smażył coś na patelni. Chciałam się wycofać, ale oczywiście te moje szczęście. Potknęłam się o swoją własną nogę i wylądowałam na tyłku z cichym piskiem. Dobra, tego nie przemyślałam. Kiedy podniosłam głowę ujrzałam tuż przed sobą szeroki uśmiech i wyciągniętą w moją stronę, dłoń. Spojrzałam w górę żeby mu się dokładniej przyjrzeć. ( SZOK ) To Minato. Ten, który był w mojej wiosce, ten, który mnie uratował. Coraz bardziej zdziwiona pozwoliłam, żeby pomógł mi wstać. Wysoki. Ledwie sięgałam mu do brody. Chyba muszę mieć dziwną minę, bo on coraz bardziej się uśmiecha.
- Kushina. Miło cie widzieć - powiedział.
- Jestem zaszczycona mogąc cie znów spotkać, Minato- sama - powiedziałam to trochę sztywno.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Musiałaś być zmęczona, skoro zasnęłaś w ogródku.
- Przepraszam za kłopot.
Złapał mnie delikatnie w pasie i poprowadził do stołu. Odsunął mi krzesło i pomógł usiąść.
- Musisz być głodna, co?- zapytał.
Kiwnęłam lekko głową a on uśmiechnął się i podstawił mi pod nos talerz z jajecznicą.
- Ale... - zaczęłam.
- Spokojnie. Potrafię gotować. - zaśmiał się.
- Nie to miałam na myśli.
- A, tak. Teraz sprawa gotowania zejdzie na ciebie. - Mruknął.
Skinęłam głową.
- No, ale pomogę ci. Nie jestem typem człowieka, który zrzuci wszystko na kobietę..
Niewiele się zmienił.
- To miło z twojej strony.
Nie spodziewałam się, że to jego żoną zostanę.Zresztą nadal jest to dla mnie nowość, ale czuję, że przy Minato będę mogła sie do tego przyzwyczaić.

~*~

Krótko, ale cholernie dużo czasu nad tym siedziałam. Wracam do was. Pamiętajcie :3

Zakochana ;*

wtorek, 2 sierpnia 2011

4.


Siedziałam na łóżku wrzucając swoje rzeczy do toreb i zastanawiałam się:
- Dlaczego ja???? – warknęłam.
Shadow podeszła do mnie kładąc pysk na moich kolanach.
- Myśl pozytywnie, zwiedzisz trochę kraju. – odparła, tak ten wilk gada.
- Co mi z tego jeśli potem będę siedziała w domu jakiegoś brzydala i debila, gotując mu obiad?
- Ehm… Ale ty marudzisz.
- Marudzę?!?! Nie chcę siedzieć w domu tylko walczyć i ty dobrze o tym wiesz.
- Tak, wiem. Jesteś jedyną kobietą, która zaczęła coś robić.
- Dzięki, to komplement, chyba.
- Nie gadaj, tylko się pakuj.
- Wiesz, że jeśli tam dotrę, nie będziemy się widywać.
- Ja zawsze będę z tobą. Wiesz o tym.
Nie wytrzymałam. Uklękłam i przytuliłam ją do siebie. Słone łzy popłynęły po moich policzkach.
- Kocham cię Shadow.
- Tak wiem młoda. A teraz pakuj się. Czeka cię nowa przygoda.
Spakowałam rzeczy i zeszłam na dół. Przed drzwiami czekał ojciec.
- Daj mi torbę i idź się przebrać. Pamiętaj. Jakąś ładną sukienkę. To jest dla nas ważne.
- Tak ojcze.
Weszłam do łazienki z pomarańczową sukienką przewieszoną przez lewe ramie i z butami na 10cm obcasie w prawej ręce. Założyłam sukienkę, sięgała mi do połowy ud, była na ramiączka. Dekolt był głęboki i przypominał literkę V. Szpileczki były tego samego koloru co sukienka, tylko lekko nabłyszczane. Rozpuściłam włosy, rozczesałam porządnie i zrobiłam koka. Wyszłam powoli z toalety starając się nie przewrócić.  Przed domem stał mój ojciec i moja banda. Mieli mnie odprowadzić do Konohy.
- To co? Ruszamy? – zapytał Ojciec.
- Tak. – odparłam leniwie.
Ruszyliśmy. Droga będzie trwała 4 dni. Mimo to cały czas mam być ubrana w sukienkę, bo w połowie drogi spotykamy oddział z Konohy.
2 dnia ktoś nas zaatakował. Było ich zbyt wielu jak na nasz oddział. Pięciu facetów odciągnęło mnie za kilka drzew. Przewrócili mnie. Dwóch trzymało mnie za ręce, a dwóch za nogi. Piąty pochylił się do przodu.
- Nie szarp się, bo będzie bardziej bolało. – powiedział z chytrym uśmieszkiem.
Położył swe stare łapy na moich udach. Przesuwał je do góry podciągając sukienkę. Gdy dosuną ją do brzucha, złapał za gumkę od czarnych majteczek i poleciał do tyłu jak lalka. Potem ci co trzymali moje nogi i na końcu uwolniono mi ręce. Usiadłam pośpiesznie, zasłaniając nogi. Przede mną stał nie kto inny jak Jiraya.
- Kushina, kopę lat. – powiedział podając mi rękę.
Wstałam z jego pomocą i uśmiechnęłam się życzliwie.
- Witaj Jiraya, miło cię widzieć.
- Łał…  Hmm… Co ci się stało? No… Hmm… Wcześniej byłaś… Jak by to ująć… Bardziej … Bardziej… Narwana?
- Haha… Dziękuję. Wydoroślałam.
- Masz siedemnaście lat.
- Tak. Rodzice mi powiedzieli, że mam stać się prawdziwą kobietą. Czyli nie mogę być już taka jak kiedyś. To przeszłość.
- Rozumiem- odparł jakby smutny.
„ Jeny… Dwa lata temu tak bardzo różniła się od pozostałych kobiet, a teraz? Sądziłem, że będzie pierwszą kobietą, która coś osiągnęła. Myliłem się. Jest taka jak inne. ” – pomyślał Jiraya.
Wróciliśmy do pozostałych. Po godzinnym odpoczynku ruszyliśmy dalej.

2 dni później.
- Dzień dobry Hokage sama. – rzekliśmy wszyscy.
- Ahh… Witam, witam.
No i się zaczęło. Gadali i gadali. Po jakieś godzinie podali sobie dłonie.
- Ale ja nie chcę tego ślubu… -jęknęłam.
- Kushina, co ci mówiłem z mamą. – powiedział Ojciec.
- No, że mam wyjść za jakiegoś gościa dla pokoju między wioskami.
- Dokładnie. Proszę cię, wyjdź za niego.
- Nie ma mowy. Będę wrzeszczeć, kopać, gryźć, dopóki nie będę mogła wrócić do wioski.
- To dlaczego szłaś z nami tu.
- Bo myślałam, że Hokage przemówi ci do głowy, że jestem za młoda. Ale jak widać, wy jesteście w zmowie.
- Zabawne. – zaczą Hokage. – Twój małżonek mówił to samo.
- Ile on ma lat?
- 19.
- Ehmm… Gdzie on jest?
- Na misji. Wróci dziś wieczorem. Gdzieś za jakieś 2 godziny. Rin !!- zawołał.
Z kącika wyleciała mała dziewczynka o brązowych włosach i oczach.
- Podejdź. – powiedział.
Gdy dziewczynka podeszła zaczą szeptać jej na ucho i podał jej klucze.
Potem mała podbiegła do mnie i złapała mnie za rękę.
- Chodźmy. – powiedziała słodkim głosem.
- Ale… Gdzie?
- Do twojego domu.
„ DOM ”. Czy ja go mam?  To pytanie nurtuje mnie od dawna. Poddałam się jej, a ona ciągnęła mnie za rękę. Jeszcze zanim wyszłyśmy pożegnałam się  Z Ojcem i przyjaciółmi.
Wyszłyśmy. Ludzie gapili się na mnie i szeptali coś między sobą. Nie zwracałam na to uwagi. Rozglądałam się wokoło. Wioska była piękna. Może dlatego, że to pierwsza, w której byłam ( nie licząc Wiru.) . Dotarłyśmy do jakiegoś domku. Rin otworzyła drzwi i wpuściła mnie przodem. Weszłam do środka. Stałam w korytarzu.
- Proszę. Oto klucze od pani nowego dom. – powiedziała dziewczynka i podała mi kluczyki.
- Kushina. Mów mi Kushina.
- Dobrze. Do zobaczenia Kushina sama. – pomachała mi i wyszła.
Pierwszym pomieszczeniem do którego weszłam była kuchnia. Małe pomieszczenie. Żółte ściany dodawały mu blasku. Na środku stał okrągły stół, a przy nim 4 krzesła. Kuchenka, lodówka, półki i duże okno. Podeszłam do niego. Padał widok na ulice. Poszłam dalej. Salon. Zielone ściany, do teko popasana kolorem kanapa, naprzeciwko niej okno. Stolik stojący przed nią, był zawalony papierami. Zrzuciłam torby z ramion i podeszłam do okna. Widziałam duży ogród. Był trochę zaniedbany. Ruszyłam dalej. Minęłam schody prowadzące na górę i natrafiłam się na drzwi. Otworzyłam je. Łazienka. Niebieskie ściany, umywalka, toaleta i wanna, bardzo duża. Wyszłam. Kolejne drzwi.  Złapałam za klamkę i weszłam do ogrodu. Przeszłam się przez niego kawałek i usiadłam pod drzewem wiśni. Jest wiosna. Rozkwitły kwiaty Sakury.  Spojrzałam w górę. Promienie zachodzącego słońca przedzierały się przez płatki. Piękny widok. Siedziałam tak, aż w końcu zasnęłam z uśmiechem na ustach.

~*~
Ohayo. Przepraszam, że mnie tak długo nie było. Mam pustkę w głowie. Nie wiem co mam pisać. Mam  nadzieję, że to się zmieni. pozdrawiam.

Zakochana ;*

sobota, 18 czerwca 2011

3.


- Minato…. – tylko tyle mogłam powiedzieć. Jego słowa ciągle rozbrzmiewały w mych uszach. Co ja mam mu powiedzieć? To, że jestem rozżalająca cię nad sobą psychopatką? Miał racje. Zostali ze mną. Do dziś pamiętam ich słowa:
- Zostaniemy z tobą do końca naszych dni. Nie jesteś podobna do innych dziewczyn. Jesteś twarda jak skała, jednak w głębi jesteś delikatną dziewczynką. Dlatego zaopiekujemy się tobą jak młodszą siostrą. Pamiętaj. Nigdy nie zostawimy cie samej.
Oczy zaczęły mnie piec. Nie!!!! Już raz widział jak płacze. Nie chcę, by zauważył to jeszcze raz. Podniosłam głowę. Stanowczym głosem  powiedziałam:
- Dziękuję. Uświadomiłeś mi jak ważni dla mnie są moi przyjaciele. Dziękuję.
Skiną głowę i puścił moje ramiona.
Gapiłam się na niego przez dłuższy czas. Westchnęłam i minęłam go leniwym krokiem.
- Gdzie zamierzasz iść?- zapytał.
- Do szpitala.
- Nie idziesz do domu się przebrać?
Spojrzałam na swoją wczorajszą sukienkę i nagie stopy.
- Nie.- odparłam.
-Jak chcesz.
Prychnęłam i poszłam przed siebie.
Wracając ze szpitala do domu cały czas myślałam o Matt’cie i Key’u.  Na szczęście już lepiej się czują. Cieszę się, że chociaż oni żyją. Niedługo pogrzeb. „ Ahhh….. Ci w szpitalu, a reszta na misjach… Jak zwykle… Jestem zbędna…”
Weszłam do domu, w którym panowała grobowa cisza. Ojciec pewnie był w pracy, a reszta??? Weszłam do kuchni.
- Cześć mamo.- powiedziałam.
- Kochanie!!!! Gdzieś ty była!? Wszyscy się o ciebie martwiliśmy !!!! – krzyknęła kobieta przytulając mnie.
- Eeeee…. Byłam w szpitalu..- wolałam jej nic nie mówić.
- Ahh… Jak oni się czują?
- W porządku. Gdzie nasi goście?
- W gabinecie ojca… Kushina…!!!!!!!!
- Na razie!!!!!!!!!!- krzyknęłam wybiegając z domu.
Biegłam ile sił w nogach. Po chwili przyłączyła się do mnie Shadow. Wogule, dlaczego ja tam biegnę? Nie mam bladego pojęcia. No cóż. Jeśli coś robie to muszę to skończyć.
Bez pukania wpadłam do gabinetu ojca. Wszyscy się na mnie spojrzeli.
- No co? – zapytałam.
- Nic.,..- odparł ojciec – Co ty tu robisz?
- No, codziennie przesiaduję w twoim gabinecie. Chyba, że mnie wcześniej nie widziałeś.
- Zawsze cię widzę. Jesteś głośna.
- Dziękuję. Bardzo się staram.
Przeszłam przez pokój i usiadłam na parapecie. Spojrzałam na swoje nagie stopy. Biegnąc ty pokaleczyłam się o kamienie. Śledziłam krew płynącą po mojej pięcie. Wyobraziłam sobie swoją sylwetkę osianą mnóstwem ran i krwi…. Prawdziwy świat Shinobi. Zabij lub zostań zabitym. Westchnęłam i spojrzałam na las.
- Dziękujemy za wszystko Uziskage- sama. – powiedział Jiraya.
- Nie ma za co. Miło mi było móc gościć w mojej wiosce takich wspaniałych shinobi. Tobie Minato dziękuje raz jeszcze za uratowanie mojej córuni.
- Nie ma za co…. – nie zdarzył dokończyć.
- NIE JESTEM DZIECKIEM !!!!!!!!!!!!!!! –krzyknęłam ojcu prosto do ucha.
- Nie krzycz nie jestem głuchy !!!!!
- Nie jestem dzieckiem. – odparłam.
- Tak lepiej. I oczywiście, że jesteś moją córunią.
Prychnęłam i siadłam na parapecie.
 Ninja z Konohy wstali i skłonili się.
- Raz jeszcze dziękujemy.
Wyszli. Tyle ich widziałam.


Siedziałam na polu treningowym i spoglądałam jak Matt i Key ćwiczą z senseiem. Robie tak od ostatnich dwóch lat. Tak. To już dwa lata od spotkania shinobi z Konohy. Przyglądałam się ich nowej technice, której potem mam zamiar się nauczyć. Jestem samoukiem. To taki mały sekret. Wymykam się nocą z domu i trenuję. Jestem naprawdę dobra. Szybka, zwinna…
Moim żywiołem jest woda. Potrafię skinieniem ręki stworzyć mackę wodną. Dobrze mi idzie też leczenie. To wszystko jest związane z kontrolą chakry. Jestem niezła w te klocki.
Skończyli. Idą w moją stronę. Wstałam z uśmiechem na twarzy.
- Głodny jestem. – powiedział Matt.
- ja też. – przytakną Key.
- Więc idziemy na Ramen. – powiedziałam.
Siedząc w knajpce starałam się zapamiętać wszystkie szczegóły związane z technika. Po godzinie rozeszliśmy się do domów. Było około 22:00.
Weszłam do swojego pokoju  i  zabrałam koszulę nocną. Przeszłam do łazienki. Rozpuściłam włosy i stanęłam przed lustrem. Rude włosy sięgały mi do kolan. Spojrzałam w swoje zielone oczy. Wydawały się doroślejsze i mądrzejsze.   Weszłam pod prysznic. Woda działała na mnie kojąco odkąd stała się moim żywiołem. Westchnęłam i zakręciłam wodę. Wytarłam włosy i ciało. Założyłam koszulę nocną i zaczęłam się rozczesywać. Wyszłam kierując się do pokoju. Światło było zapalone. Na moim łóżku siedział ojciec.
- Już czas.- powiedział.
 Smutnym wzrokiem spojrzałam na Shadow siedzącą na środku pokoju.

***
Wybaczcie moją nieobecność. Mam złamany obojczyk i nie jest mi łatwo pisać, Przepraszam za błędy.

Zakochana;*